„Martwym ku pamięci, żywym ku przestrodze”

Dziś mija 51. rocznica największej tragedii w historii polskich gór. Właśnie tu, w Karkonoszach – górach z pozoru łagodnych i niegroźnych zeszła potężna lawina, która odebrała życie 19 osobom.


Lawina Biały Jar 1968 5


Tego dnia jak dziś była piękna, słoneczna pogoda zachęcająca do wędrówki w góry. A jednak…

Marek Wikorejczyk opowiada: „Lawina spadła z wielkim hukiem i straszliwą siłą w koryto Złotego Potoku, zatrzymując się o kilometr niżej. Niszczyła na swojej drodze wszystko, co napotkała. Na tej trasie znaleźli się także ludzie: trzynastu – Rosjan, czterech – Niemców i dwóch – Polaków. Przykryła ich biała mogiła. Niewielkie mieli szanse. Katastrofa trwała 48 sekund. Śmierć zbliżała się z szybkością sto kilometrów na godzinę a masa śniegu i lodu, którą zostali przyciśnięci miała około 50 tysięcy ton! Lawina miała od 25 do 70 metrów szerokości, zaś jej czoło ponad 15 metrów wysokości.”

Do akcji ratunkowej ruszyło kilkuset ratowników. „…zapada zmrok, który nieuchronnie przechodzi w noc. Sytuacja jest dramatyczna, nad głowami ratujących wisi jeszcze ciągle potężny nawis śniegu. Wiedzą o tym, ale nadal spełniają swój obowiązek. Praca na lawinisku trwa przy pochodniach. Wkrótce jednak dociera wiadomość, to wojsko ciągnie kabel elektryczny w górę! Przed upływem pierwszej doby lista odnalezionych ofiar wzrosła do dziesięciu. Akcja trwa nadal – 21 marca o godzinie 10.00 znaleziono jeszcze jedne zwłoki, a 22 marca wydobyto pięć ofiar. O godzinie 10.05, 23 marca po odnalezieniu, jak się wówczas wydawało, ostatniej ofiary lawiny, coraz bardziej pogarszały się warunki atmosferyczne, co zmusiło ratowników do opuszczenia lawiniska. Tak więc akcja ratunkowa trwała nieprzerwanie od godziny 11.15 20 marca 1968 roku. Ostatnie dwie ofiary lawiny zostały wydobyte w Białym Jarze w dniach 1, i 5 kwietnia”.


Transport poszkodowanego w bambusie


Warto przytoczyć także wypowiedź ówczesnego naczelnika GOPR na pytanie dziennikarza tuż po zakończonej akcji ratunkowej: Czy znalezione o tydzień wcześniej zwłoki ofiar, które i tak by wkrótce lawina wraz z roztopami oddała, były warte takiego wysiłku i niebezpiecznej pracy? Odpowiedź brzmiała: „Myśmy działali w interesie życia. W interesie spokoju rodzin ofiar dotkniętych tą straszną tragedią. Musieli oni mieć dowody, ze uczyniliśmy wszystko co było możliwe. My nie znamy słowa “za późno”! Nie pozwala nam na to przysięga, którą złożyliśmy”.

Wspomnienia: Marek Kazimierz Wikorejczyk: ”U stóp Śnieżki. Wybrane opowiadania krajoznawcze”

Foto: Karkonoski Informator Samorządowy / http://bit.ly/2ueEtcq

 

{djmedia 833}


portalik24.pl
Czytaj cały artykuł