Smutny tydzień…

DSC 5735Kończy się tydzień, który w historii działalności jeleniogórskich strażaków zapisze się zdecydowanie smutno. – Od ub. piątku, kiedy to w nocy zginęło w pustostanie w Szklarskiej Porębie czworo ludzi, musieliśmy jeszcze pracować w akcjach, w których ujawniono śmierć kolejnych 5 osób. Było w tym też zgony naturalne, gdzie strażacy musieli włamywać się przez okna m.in. w cieplicach, czy w Czernicy, ale też zginął motocyklista w Wojanowie i zdarzyły się inne wypadki. Jesteśmy – co oczywiste – przygotowani, by brać udział w takich przedsięwzięciach, jednakże za każdym razem praca przy zwłokach jest traumatyczna bardziej, niż akcje gaśnicze.

Są przypadki, które trudno przewidzieć i wytłumaczyć, a które dla konkretnych strażaków są wyjątkowo obciążające psychicznie. – Zbiegiem okoliczności ta sama zmiana strażaków uczestniczyła w działaniach po śmierci dwóch dziewczynek, które zginęły na moście w sylwestrową noc, i ta sama, po kilku miesiącach – w dogaszaniu pożaru, w którym zginęło troje dzieci, pozostawionych w domu w Piechowicach – powiedzieli nam strażacy. – To naprawdę było trudne. Musimy sobie z tym poradzić, ale to nie znaczy, udaje się nam to wypchnąć z pamięci. Praca przy takich wypadkach pozostaje w świadomości przez lata. – Są wypadki, które będę pamiętał zawsze – wspomina Radosław Fijołek, komendant Miejski PSP. – Mnie, a było to chyba 20 lat temu, do dziś dręczy wspomnienie wypadku samochodu na Kapeli. Taksówką z Poznania jechało 5 osób, kierowca chyba rozluźnił się, widząc już niemal metę swojej podróży i z wielkim impetem uderzył w przydrożne drzewo. Trzy osoby zginęły na miejscu, czwarty pasażer nawet pomagał dłuższą chwilę przy naszej akcji, ale okazało się, że miał tak wielkie uszkodzenia organów wewnętrznych, że w pewnej chwili usiadł i zmarł. Z wypadku wyszedł cało tylko kierowca… Każdy, kto uczestniczy w usuwaniu skutków takich wypadków potem już z pewnością jeździ wyjątkowo ostrożnie.

portalik24.pl
Czytaj cały artykuł