“Granica” – Gra Terenowa

  SP 5
Budynek szkoły jak i pobliskie budynki przed II Wojną Światową należały do zakonu. Po wejściu na te tereny wojsk polskich założono tam kwatermistrzostwo,  sztab wojska i areszt. Do Szklarskiej Poręby żołnierze weszli od strony Zakrętu Śmierci, obstawili okolice granicy: Jakuszyce, Tkacze, Halę Szrenicą i Szrenicę. W schroniskach byli Czesi, którzy twierdzili, że granica przebiega w Jeleniej Górze i nie chcieli ich opuścić. Zastosowano to, co podpowiedział Bogdan Ginter i puszczono serię strzałów z karabinów nad dachem schroniska. Czesi uciekli zostawiając swoje rzeczy w tym mundury Afrika Korbs – niemieckiej formacji wojskowej. W górach w tamtym czasie często dochodziło do antypolskich prowokacji oraz działała partyzantka niemiecka, dobrze uzbrojona i odżywiona. Nie trwało to zbyt długo, bo tylko do października kiedy utworzono Wojska Ochrony Pogranicza i przeniesiono wszystko do budynku przy ul. I-go Maja.
  STRAŻNICA KAMIEŃCZYK
Przez wiele lat to najbardziej zadbana strażnica WOP. Żołnierze nie chodzili w środku w butach żeby nie niszczyć wykładzin, na ścianach wisiały obrazy. Klub żołnierski ładnie urządzony, fotele, dywaniki. Strażnica często odwiedzana była przez delegacje Węgierskie, bo nosiła imię węgierskiego poety Sandora Petefiego. Żołnierze stacjonujący w tym budynku chronili odcinek Drogi Przyjaźni Polsko – Czechosłowackiej, który zaczynał sie powyżej Jakuszyc a kończył za Śnieżnymi Kotłami.  Przemierzali tą drogę bez względu na warunki atmosferyczne, dzień w dzień, aby ochraniać granicę. Kiedy przez góry przechodzi wał fenowy na górze bywa taka mgła, że widoczność jest ograniczona nawet do metra. Zimą były bardzo obfite opady śniegu i często Grupa kilkudziesięciu żołnierzy szła drogą, aby przetrzeć szlak dla następnych wartowników. Teraz można się dziwić dlaczego tyczki przy szlaku są takie wysokie, a bywało i tak, ze ledwo wystawały spod śniegu. Zimą żołnierze pełnili służbę na nartach i zdarzało się, że chodzili na piwo do czeskich schronisk. Pewnego razu dwóch z nich wracając z takiego wypadu to zobaczyli ślady nart na śniegu i zarządzili akcję poszukiwawczą. Po dotarciu po śladach do schroniska dowiedzieli się, że to z pewnością ich ślady… Zdarzyło się, że zimą spadł żołnierz  ze Śnieżnych Kotłów. Było tyle śniegu, że nic mu się nie stało. Broń znaleziono dopiero w czerwcu, kiedy zupełnie zniknął śnieg.
W schronisku „Na Hali Szrenickiej” mieszkali oficerowie z Kamieńczyka, teraz budynek należy do Karkonoskiego Parku Narodowego i jest całkowity zakaz zbliżania się do niego. Od kilku lat popada w ruinę i nie wiadomo jak potoczą się jego losy.
  ORLE
W strażnicy WOP, gdzie mieszkali żołnierze, była kuchnia, pralnia, hodowano świnie, konie i krowę. Odległość do innych jednostek jest dość znaczna i zaopatrzenie było dowożone końmi, a w zimie na saniach. Śniegu bywało tak dużo, ze pomiędzy budynkami były wykopane tunele a trasy wyznaczały tylko ślady nart w kierunku na Halę Izerską i w kierunku Jakuszyc. Prowiant odbierany był ze strażnicy w Jakuszycach i ciągnięty przez żołnierzy na nartach w toboganach. Życie różniło się od tego w kompanii, nikt nie robił pobudek zrywających żołnierzy z łóżek. Tok życia regulowała służba graniczna, pełniona całą dobę. W strażnicy mieszkały rodziny dowódcy i szefa strażnicy. Kobiety i dzieci wprowadzały trochę rodzinnej atmosfery. Cały teren jako strefa przygraniczna był pilnie strzeżony i nie było tam ruchu turystycznego aż do końca stanu wojennego. W 1976r zorganizowano pierwszy Bieg Piastów, przy którego organizacji bardzo pomogli żołnierze, wskazując gdzie można przeprowadzić trasy biegowe. Tylko oni znali tak dobrze ten niedostępny dla cywili teren. Przy budynkach Orla był punkt żywnościowy obsługiwany przez wojsko. Na ten czas musieli oni poukrywać swoje punkty obserwacyjne rozstawione w lasach. Przez Polanę Jakuszycką biegł przemytniczy szlak konny. U nas te zwierzęta były dość tanie w porównaniu do cen w ówczesnej Czechosłowacji. Robotnicy leśni dokładnie wiedzieli jak wytyczyć szlak, aby żołnierze nic nie zauważyli.
Na Orlu był ośrodek szkoleniowy dla żołnierzy, a w ferie przyjeżdżała kadra WOP wraz z rodzinami. Był tam wtedy wyciąg narciarski talerzykowy.
Niedaleko jest górka o nazwie „Samolot”. Jej nazwa wzięła się od wypadku samolotu niemieckiego, który się tam rozbił w czasie wojny.
  MOSTEK NA IZERZE
To miejsce jest tylko symbolicznym miejscem, gdzie był wybudowany most o konstrukcji metalowej. Niestety przy roztopach jakie były w tamtych czasach nieduża rzeka Izera potrafiła toczyć wielkie kamienie, które spowodowały uszkodzenie konstrukcji mostu. Był on na tyle zniszczony, że nie można było po nim przejść na drugą stronę.  Został więc rozebrany, aby nie stwarzać zagrożenia na wniosek obydwu stron, gdyż granica przebiega środkiem nurtu rzeki. Na wniosek strony czeskiej został zbudowany teraźniejszy most i oficjalnie otwarto go 15 lipca 2015r.
Na zdjęciu widzimy przejście graniczne Tkacze, które należało do Polski aż do 1958r kiedy zostało przekazane dla Czechosłowacji. Była to szósta stacja kolejowa należąca do Szklarskiej Poręby i przejście graniczne, zlikwidowane w momencie przekazania tych ziem Czechom. W 1997r utworzono turystyczne przejście graniczne na szlaku do Harrachova i było ono czynne aż do 2007r.
  BUDYNEK PRZY WODOSPADZIE KAMIEŃCZYK
Przepiękne schronisko zostało rozbudowane w latach 20  XX wieku. I było bardzo luksusowym jak na tamte czasy. Obok schroniska był tor bobslejowy wraz z wyciągiem, który wyciągał sanki wraz z pasażerem oraz skocznie narciarskie na Owczych Skałach. Po wojnie budynek został oddany dla WOPu, a później przekazany jako ośrodek wypoczynkowy do Prokuratury Wrocławskiej. Spłonął doszczętnie po zakończeniu w nim remontu w 1984r. co było dość zagadkowe.
  PRZEJŚCIE GRANICZNE SZKLARSKA PORĘBA – JAKUSZYCE
Utworzone 13 kwietnia 1960r. najpierw tylko dla ruchu osób i środków transportu za okazaniem przepustek i otwierane było tylko po uzgodnieniu obydwu stron. Później dołożono ruch transportowy. Przejście było po polskiej stronie, a dopiero kilkanaście metrów niżej drugie należące do Czechosłowacji. Budowę wspólnego przejścia na terenie ówczesnej Czechosłowacji rozpoczęto dopiero w latach siedemdziesiątych, a ukończono na początku lat osiemdziesiątych poprzedniego stulecia. Budynek jest bardzo ciekawy architektonicznie, gdyż część polska i czeska są odbiciem lustrzanym. Odprawiono na nim przez wiele lat tysiące samochodów osobowych, TiRów i jeszcze więcej ludzi. Kilkukrotnie udało się przemknąć komuś bez ważnych dokumentów. Z Czechosłowacji przemycano alkohol i artykuły spożywcze w czasach kiedy u nas był kryzys i półki świeciły pustkami. Kiedyś na przejściu zatrzymano wielbłąda, który jechał z cyrkiem. Było coś nie tak z jego dokumentami, więc nie został wpuszczony do Polski i musiał poczekać jeden dzień w Harrachovie na dopełnienie formalności. Była też fala ucieczek Niemców z NRD do ambasad różnych krajów. W Polsce w tym czasie sytuacja polityczna była już zmieniona i żołnierze przymykali oko na nich. Obowiązywała zasada „Jeśli widzisz, ale jak możesz się odwrócić, zrób to”.  Strażnicy byli nieraz wcześniej informowani o możliwości stawienia się na granicy podejrzanych osób. Tak było, kiedy dziadkowie próbowali nielegalnie przewieźć przez granicę wnuki. Tak więc strażnicy byli wyczuleni i kiedy przyjechał podejrzany samochód, pomimo dokumentów dla dzieci, zostały one zatrzymane. Były brudne, zabrane prosto z piaskownicy, a w samochodzie przykryte kocem i udawały, ze śpią.
  STRAŻNICA WOP – BIATHLON
W strażnicy mieszkało około pięćdziesięciu żołnierzy oraz oficer i jego zastępca wraz z rodzinami. Budynki były stare, zimą na korytarzu leżał śnieg, wdzierający się przez szczeliny w oknach. W budynku dla wopistów było centralne ogrzewanie ale już w budynku mieszkalnym dla oficerów były piece kaflowe, które nie zawsze działały. Życie było dość utrudnione zwłaszcza zimą, bo prawie do końca lat siedemdziesiątych osobom cywilnym, a w tym rodzinom, nie wolno było korzystać z aut służbowych. Do przejścia granicznego dojeżdżał autobus z Jeleniej Góry. Pewnego razu żołnierz, odpowiedzialny za tresurę psa, poszedł z nim w celach szkoleniowych. Niestety gdzieś się napił i wsiadł w autobus i pies od tego momentu nie wypuścił nikogo z autobusu. Wszyscy podróżujący dojechali z nim do strażnicy w Jakuszycach i dopiero tam pies wysiadł wraz z właścicielem i pasażerowie mogli wrócić do miasta. Na terenie była piaskownica dla dzieci, hodowano kury, króliki i świnie. W zamian za oddanie świnek do skupu kuchnia otrzymywała mięso. Żołnierze byli bardzo dobrze odżywiani ze względu na rodzaj pełnionej służby. Zawierano przyjaźnie z czechosłowackimi pogranicznikami, organizowano wspólne zabawy i ogniska najczęściej na Orlu, gdzie zwykły cywil nie miał wstępu. W okolicznych lasach było bardzo dużo grzybów, które chętnie zbierano oraz urządzano polowania dla myśliwych ze sfer politycznych.
  TWAROŻNIK
Granica w górach jest oznaczona znakami granicznymi, na każdym z nich jest numer, dzięki temu bardzo szybko można było określić odcinek, na którym ostatni raz widziani byli turyści. Granica była dość gęsto obstawiona, bywało że poszczególne patrole przekazywały sobie o kolejnych miejscach, w których widziano turystów. Tak więc zejście ze szlaku w bardzo krótkim czasie było namierzane przez strażników. Żołnierze czaili się latem w kosodrzewinie w punktach obserwacyjnych obok szlaku biegnącego grzbietem Karkonoszy. Jeden z nich był obok skały Twarożnik, drugi na skrzyżowaniu szlaku na Drodze Przyjaźni pod Szrenicą i w tym miejscu Czesi byli zawracani, gdyż wkraczali na terytorium Polski, a nie było tu przejścia granicznego. Nie wolno im było wejść na Szrenicę czy Halę Szrenicką. Punkty obserwacyjne były również przy Trzech Świnkach, na rozwidleniu szlaków przy źródłach Łaby, na Śnieżnych Kotłach i w skałkach na Łabskim Szczycie. Nielegalne przejście na stronę czeską było karane tylko mandatem, na polską sądem. U nich było to tylko wykroczenie, a u nas przestępstwo. W 1997r. otworzono małe turystyczne przejścia graniczne i można było przekroczyć granicę legalnie w górach na szlakach. Przez dziesięć lat za okazaniem paszportu można było legalnie przejść do czeskich schronisk a turyści z Czech mogli wejść na Szrenicę. Dziś, gdy żyjemy w innej rzeczywistości, pilnowanie granicy w górach może się wydawać absurdalne.
  81 BATALION WOP
Budynki, które zostały przejęte przez wojsko do końca wojny, były szpitalem psychiatrycznym. Zostały one zaadoptowane dla potrzeb Wojsk Ochrony Pogranicza. Koszary prezentowały się skromnie, blisko bramy głównej był drewniany barak, dalej znajdowała się wartownia, na piętrze izby żołnierskie mieszczące pluton. Do tego przylegał dwupiętrowy budynek mieszczący izby żołnierskie i pomieszczenia dowództwa kompanii górskiej. Od drugiej strony też był dwupiętrowy budynek, sztabu batalionu z kancelariami sekcji, łączył się z budynkiem kompanii górskiej, ale miał osobne wejście. Była izba chorych z gabinetem lekarskim, kuchnia, stołówka, pralnia, świniarnia. Trochę za budynkami (teraz stoi w tym miejscu Blue Mountain) była strzelnica wojskowa. Przy budynku funkcjonował ogród, w którym rosły warzywa i była nawet klasyfikowana wydajność ogródków. Zwycięzców nagradzano nie tylko za wydajność zbiorów, ale również za hodowle świń, które były oddawane do skupu, kto najlepiej je utuczył. W tym batalionie bywało ich nawet do 30szt. Taka gospodarka trwała do 1989r, później żołnierzy było mniej, więc nie było już takiej potrzeby. Wojsko przez wiele lat było pomocne w różnych pracach na terenie miasta. Na stadionie miejskim odbywały się przysięgi, zawsze uczestniczyli w pochodach pierwszomajowych. Współpracowali z harcerstwem, szkołami i ludnością cywilną.

 

szklarskaporeba.pl
Czytaj cały artykuł