Mama ma się świetnie

W ubiegłą sobotę (25.11) w sali koncertowej Filharmonii Dolnośląskiej wystąpili gościnnie Piotr Polk i Piotr Szwedes w spektaklu teatralnym „Pół na pół” („Mitad y mitad”) pióra Jordiego Sáncheza i Pepa Antóna Gómeza w reżyserii Wojciecha Malajkata. Nieco mrocznie, lecz z humorem.

– Mama mi powiedziała: Kiedy umrę, podzielicie się pół na pół. A mama umiera, więc pół na pół! – mówi Robert, starszy z dwójki braci. – Matka jest tylko jedna, to czasem o jedną za dużo – zupełnie serio rozważa na ten temat dwóch przyrodnich braci – Robert i Dominik. Realizacja ich życiowych planów i marzeń stoi pod znakiem zapytania, dopóki… żyje ich matka.

0387

Fabuła spektaklu koncentruje się na relacji łączącej dwóch przyrodnich braci z ich matką. Młodszy Dominik (Piotr Szwedes), zatroskany i pozornie niewinny jak anioł, chce uciec, bo ma serdecznie dosyć opiekowania się na wpół sparaliżowaną staruszką. Z kolei starszemu Robertowi (Piotr Polk), nieco nerwowemu i przedsiębiorczemu, najbardziej zależy na pieniądzach ze spadku. Obaj powoli odkrywają coraz to mroczniejsze tajemnice, które pokazują, jakim potworem była ich własna matka.

Bohaterowie tej współczesnej hiszpańskiej czarnej komedii są zakładnikami swoich uprzedzeń, ambicji czy wręcz głupoty i podejmują różne decyzje życiowe, które kończą się katastrofalnie. Powaga miesza się tu z absurdem, farsa z tragedią, a wszystko zmierza do nieuchronnego braku Happy Endu.

Jordi Sánchez i Pep Antón Gómez stworzyli przepełnioną czarnym humorem komedię, która sprawnie przemienia ponury temat spadku po chorej matce w przepełnioną farsowymi elementami wartką historię. Choć sam scenariusz (tłumaczenie z hiszpańskiego Rubi Birden) dziełem wybitnym nie jest, dialogi nie iskrzą wyrafinowanym humorem, a całość przedstawienia opiera się głównie na sprawnej grze aktorów. Celowo przerysowane, groteskowe postacie braci, zagrane z odpowiednim przymrużeniem oka bawią widza i nadają spektaklowi więcej ostrości. Narastająca i gęstniejąca z każdą chwilą atmosfera jest co parę minut dyskretnie rozluźniana przez aktorów. Oba akty są dość równe. Reżyser Wojciech Malajkat, na co dzień aktor i dyrektor Teatru Syrena w Warszawie, stara się pokazać, ile humoru można odnaleźć w całkiem poważnym temacie. Robi to poprawnie, a nawet celująco, lecz bez szczególnych pomysłów. Spektakl, zwłaszcza jego pierwsza część, dość szybko staje się nieco monotonny i nużący. Po przerwie akcja przebiega dużo szybciej.


Foto: G-INVEST

{gallery}ckn/2017/m1{/gallery}

portalik24.pl
Czytaj cały artykuł